sobota, 20 marca 2010

Koniec przygody z Wawą?

Ciężki marzec. W pracy Sajgon. Na dworze kolejny atak zimy. Na szczęście wielkimi krokami zbliża się wiosna. Wielkimi krokami zbliża się też koniec mojej umowy z aktualnym pracodawcą. Jak na razie cisza. Zadania na 2010 wyznaczone, ale warunki ciągle nieustalone. Być może w kwietniu przyjdzie mi wracać na prowincję...

PS: musiałbym wtedy zmienić nazwę bloga na "Prowincjusz znowu w Małym Mieście", ale podobno małe jest piękne...

środa, 10 marca 2010

Przygód z koleją kolejna odsłona

Trochę cicho na blogu, bo znowu dopadła mnie korporacyjna rzeczywistość. Robienie 7 rzeczy równocześnie przez kila godzin dziennie nie wpływa korzystnie na aktywność pozazawodową. Nie miałem siły otwierać kompa w czasie wolnym.

Za to 2 tygodnie z rzędu powróciłem do dawnych przygód z PKP. Historia lubi się powtarzać. 2 tygodnie temu na Wschodnim zepsuła się lokomotywa, o czym z wielka niechęcią poinformowano pasażerów jakieś pół godziny po fakcie, w związku z czym do Centrum musiałem się dotelepać tramwajem. Tydzień temu tradycyjnie w wagonach nie było ogrzewania. Na szczęście na dworze było tylko minus 2, także dało się przeżyć...

Pozdrowienia z Wielkiego Miasta

sobota, 13 lutego 2010

Na zachodzie bez zmian etc.

Wszystko po staremu. 5 dni pod znakiem korporacji i 2 dni weekendu spędzone na dochodzeniu do siebie na prowincji. W międzyczasie Donald T. zrezygnował z zaszczytnej funkcji prezydenta naszego zaścianku a Sobiesiak ośmieszył członków komisji śledczej w sprawie afery hazardowej. Jednym słowem - w naszym polskim grajdołku wszystko toczy się jak zawsze. Trzy kroki do przodu, dwa kroki do tyłu...

sobota, 6 lutego 2010

I had a dream

Last night I had a dream...

Poranny pociąg do Warszawy jak zawsze pełen ludzi. Polska B podąża zawsze w tym samym kierunku. Na szczęście mróz trochę zelżał, więc szwankujące w pociągu ogrzewanie nie psuje mi nastroju.

Przede mną kolejny tydzień walki z korporacyjnymi absurdami. Z paraliżem decyzyjnym, spychologią i tzw. „pretensjologią”. Na czym polega ten fenomen wielkich firm? Otóż wielkie firmy mają to do siebie, że są podzielone na liczne działy zajmujące się tym i owym. W pewnym, bliżej nieokreślonym momencie dochodzi do podziału dzielnicowego (vide średniowieczna Polska). Działy kierowane przez udzielnych książąt zaczynają funkcjonować jak oddzielne podmioty pod władzą zwierzchnią suwerena czyli prezesa organizacji. Cały sens ich istnienia zaczyna odtąd na prowadzeniu ciągłych wojen podjazdowych.

Książęta chcą maksymalnie rozszerzyć zakres własnej władzy, redukując jednocześnie zakres własnej odpowiedzialności. Przy okazji walczą o wpływy suwerena chcąc udowodnić mu swoją przydatność i wierność. Swoją codzienną działalność redukują do kontrolowania poczynań swoich przeciwników z innych działów. Kiedy uda im się znaleźć jakąś nieprawidłowość podnoszą triumfalny krzyk na całą firmę „Pomyliliście. Jesteście niekompetentni. My jesteśmy najlepsi”.

W takich warunkach cel firmy czyli zysk lub klient odchodzi na dalszy plan. Liczy się zwycięstwo nad sąsiednim działem. W czasach kryzysu natężenie walk nasila się. Zaczynają się redukcje. Wśród personelu kierowniczego przypomina to dziecięcą zabawę, gdzie 8 dzieci chodzi wśród ustawionych 7 krzeseł, a na sygnał dany przez prowadzącego każde zajmuje jedno krzesło. Za każdym razem, ktoś zostaje bez krzesła…

Niepewność w Wielkim Mieście

24 h, 365 dni w roku - życie w Wielkim Mieście. Ciągły spleen, ciągła niepewność. A niepewność jest najgorsza...

Co oznacza niepewność w wielkim mieście? Z czym się wiąże? Nigdy nie wiesz, co spotka Cię za rogiem. coo czeka Cię jutro. Czy przychodząc do pracy z samego rana, ujrzysz swoje rzeczy spakowane w kartonie na biurku, i nie będziesz mógł odblokować swojego komputera..

Kryzys tylko wzmaga, pogłębia niepewność. Jest jej emanacją i najgorszym przejawem. Niepewność towarzyszy nam od zawsze, od kołyski. Oswajamy się z nią od pierwszego oddechu. Żyjemy w ciągłej niepewności z przerwami na chwile snu, upojenia alkoholowego, seksualnego albo narkotycznego. Tak mija nasze życie. Przesypuje się nam jak piasek pomiędzy palcami. Szybko, niespokojnie. Nie można tego zatrzymać. Tak było i być musi.

wtorek, 2 lutego 2010

Na Zachodzie bez zmian

Kolejny tydzień korporacyjnych absurdów przede mną. Chaos.Chaos. Chaos. Na szczęście na dworze trochę cieplej. W metrze widziałem śmieszną kampanię ratusza namawiającą niezameldowanych w Warszawie do płacenia tu podatków. Coś dla mnie - człowieka żyjącego jedną nogą na prowincji, jedną nogą w Wielkim Mieście. Czy brat PIt spełni swoje zadanie???

środa, 27 stycznia 2010

Sezon wiary w ideały

Zaśnieżona, skuta lodem Warszawa. Nie chce się wystawiać nosa na zewnątrz. Na szczęście udało mi się zmobilizować i ruszyłem w końcu zobaczyć Polonię 2011 w akcji. Koszykówka w Polsce dołuje. Słaba liga opanowana przez nieudolnych prezesów i działaczy ściągających tabuny niepotrzebnych obcokrajowców, chcących dorobić parę dolarów przed emeryturą.

Polonia 2011 to chyba jedyne światło w turnieju. Żadnego obcokrajowca w składzie. Sami Polacy. Z wyjątkiem Bigusa, Karwowskiego i Lewandowskiego wszyscy w okolicach 21-23 roku życia. Grają ładny, zespołowy basket. Ambicja, wybieganie i spore umiejętności. Do tej pory raczej przegrywali. Tylko 2 zwycięstwa w 17 spotkaniach. W środę pokazali jedna, że warto na nich stawiać. Pokonali wicemistrza Polski Turów Zgorzelec. Drużyną naszpikowaną gwiazdami i obcokrajowcami. Świetny mecz całego zespołu. Miło było popatrzeć, jak rozgrywający Polonii Tomasz Śnieg mija raz za razem czarnoskórego Graya, a Dardan Berisha ogrywa jak juniora reprezentanta Polski Krzysztofa Roszyka. To idzie młodość. Szkoda tylko, że na ławce Turowca cały mecz przesiedział Adam Wójcik. Legenda polskiej koszykówki ostatnie lata swojej kariery powinien spędzić w takim klubie jak Polonia. Pełniłby tam rolę mentora i nauczyciela całej gromady młodych talentów. Niestety, PZKOSZ na tak genialny pomysł nie wpadł. Za rok Polonia zapewne wróci do II ligi. Szkoda. Uważam, że liga powinna im przyznać dziką kartę, bez względu na wynik sportowy. Tam rodzi się przyszłość polskiej koszykówki. To chyba jedyna szansa na odbicia się od dna. Szybko się nie powtórzy...

poniedziałek, 25 stycznia 2010

PKP zmora z przeszłości

Weekend jak zawsze minął w expresowym tempie. Poniedziałek. Pobudka 4:00 rano. Wsiadam w poranny pociąg do stolicy. Na dworze -25 stopni. W pociągu mała niespodzianka. Jakiś idiota zapomniał włączyć wcześniej ogrzewania. W wagonach jest jakieś - 10, aż para leci z ust.
Po prostu rewelacja. W XXI wieku, w kraju UE. Płacę za ten cholerny bilet ciężkie pieniądze, by wysłuchać tłumaczeń jakiegoś debila w śmiesznym mundurku z PKP, że o co mi chodzi, przecież to nie jego wina. Jemu też jest przecież zimno.

Tak, jak wszystko rozumiem. To wina rządu, niskich płac, zapóźnień cywilizacyjnych na kolei, ocieplenia klimatycznego i Al_Kaidy. Rozumiem to do tego stopnia, że następnym razem, jak tylko usłyszę w mediach, że kolejarze strajkują domagając się wyższych płac i zachowania absurdalnych przywilejów emerytalnych, to kupię Remingtona i wybiorę się na negocjacje z komitetem strajkowym...

PS: jak to jest, że cały kraj jest już w UE, a PKP ciągle tkwi w PRL. Jakaś czarna dziura w czasoprzestrzeni???

środa, 20 stycznia 2010

Bogaty dysponuje swoim czasem

Nie wiem co za geniusz wpadł na zajebisty pomysł, że pracując w komunikacji trzeba być człowiek renesansu tj.: znać się na wszystkim i umieć robić 7 rzeczy równocześnie. Komunikator w Wielkim Mieście nie ma prawa do skupienia i skoncentrowania się, choć przez chwilę, na jednej ważnej rzeczy. Co innego analityk. Jego czas i spokój jest święty i nie można go zakłócać pod absolutnie żadnym pozorem.

Takie chyba są koleje mojego losu. Trzeba chyba zacząć grać w Totolotka. W końcu tylko bogaty człowiek może dysponować swoim czasem. Biedny jest pozbawiony tego przywileju...

sobota, 16 stycznia 2010

Wątek kolejowy ciąg dalszy

Kończąc wątek PKP i polskich kolei w ogóle, to kilka dni temu ukazała się informacja, że większości obiecanych inwestycji kolejowych nie da się zrealizować przez Euro 2012. Wg rzecznika kolei powodem są wieloletnie zaniedbania. Jak łatwo było jednak rysować przed Euro fantastyczne wizje sieci szybkiej kolei oplatających Polskę. PKP nie jest w stanie nawet zrealizować szybkich połączeń pomiędzy miastami - gospodarzami Mistrzostw. Kibice z krajów zachodniej Europy mogą przeżyć szok, kiedy przejadą się naszą 2 klasą, zajmując wygodne miejsca stojące na korytarzu, w pobliżu sterylnie czystej i pięknie pachnącej toalety, a następnie wysiądą na schludnym i zadbanym Dworcu Centralnym w Wawie. Na dokładkę proponuję przesiadkę na Dworcu Głównym Katowicach, najlepiej po 22:00.

Wrażenia gwarantowane, a jaki brand experience...

PKP przewodnią siłą narodu

Nagły i gwałtowny atak zimy sparaliżował całą Polskę oraz skutecznie zmroził mój zapał pisarski. Tak na serio to cały miniony tydzień był po prostu koszmarny. Istne Ziemkiewiczowskie "błądzenie w kisielu". Szkoda komentować...

Wracając do naszego niezawodnego PKP, które ramię w ramię z Intercity,zafundowało pasażerom kilkugodzinne opóźnienia na dłuższych trasach, to warto zwrócić uwagę na prawdziwie proklienckie podejście obydwu firm. Cytując wypowiedz rzecznika tej zajebistej organizacji: "Pasażerowie nie mogą oczywiście liczyć na odszkodowania...". Faktycznie, to gruba przesada zwrócić kasę za bilety w przypadku 8 godzinnych opóźnień na trasach Warszawa - Kraków lub Warszawa - Wrocław. PKP zdobyło się na zaproponowanie biletów zniżkowych. Marketingowi mędrcy z, ciągle państwowego molocha, nie wpadli na pomysł że po odstaniu kilku godzin na zimnych obskurnych dworcach (vide Dworzec Główny w Katowicach) pasażer może na długo wyleczyć się z chęci podróżowania koleją.

PKP to prawdziwa przewodnia siła narodu. Marketingowy geniusz tej firmy nie zna granic. Od poniedziałku, zaraz po weekendzie odwołanych kursów i oblodzonych torów, wywiesiło na Dworcu Centralnym w Wawie olbrzymią reklamą jakiejś Fioletowej Promocji na trasie Wawa - Lublin. Pozazdrościć wyczucia odpowiedniej chwili. Biorąc pod uwagę, że 2 dni wcześniej średnie opóźnienie pociągu na tej trasie wynosiło 5 godzin, o ile w ogóle przyjechał, bo dużą część kursów odwołano,chylę czoła przed Działem Marketingu polskich kolei...

Jedyne rozwiązanie to zaorać i sprywatyzować tę niewydolną firmę. Przydałaby się też odrobina konkurencji. Z utęsknieniem czekamy na Deutsche Bahn...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Najgorszy dzień tygodnia

Poniedziałek oznaczał konieczność przebijania się do pracy przez nieodśnieżone ulice. Pierwszy dzień w pracy, nowe dodatkowe obowiązki za te same stare pieniądze, po prostu rewelka. Żyć, nie umierać...

Wracając do domu siedzę naprzeciwko 3 wyrostków, max. 16-letnich. Po wysłuchaniu ich 20 minutowej konwersacji straciłem wszelkie złudzenia.Skrajny przykład zezwierzęcenia połączony z ilorazem inteligencji na poziomie ziemniaka. Skąd się biorą tacy ludzie? Tak skrajnego przykładu degrengolady nie widziałem od dawien, dawna. Teraz przynajmniej wiem, skąd się biorą na świecie kibole znajdujący sens swojej egzystencji w demolowaniu stadionów i modelowaniu swoich twarzy za pomocą kija bejsbolowego lub płyty chodnikowej...

Powrót do rzeczywistości

Na szczęście droga powrotna przebiega bez przygód. Wprawdzie nie wiedzieć czemu przez 20 minut stoimy w szczerym polu, gdzieś za Puławami, ale pociąg generalnie przybywa o czasie. Na Dworcu Centralnym tłumek zniechęconych osób czeka na jakiekolwiek połączenie do Gdyni. Pociągi z Wrocławia i Krakowa notują ponad 8 godzinne opóźnienia. PKP - zima 0:3.

Jedyny pech to ludzie na których byłem skazany w przedziale. Dwie kobiety w wieku raczej balzakowskim wracające ze zjazdu na uczelni, o czym nie omieszkały świergotać na cały głos przez bite 3 godziny. Scena zupełnie jak z "Dnia Świra" Koterskiego. Zachwycone nauczycielki - pensjonarki zachwycały się swoją przebiegłością i prezentowały pracowicie przygotowane ściągi, dzięki którym udało im się zdać egzamin. Urocze Panie nie słyszały oczywiście o tak podstawowym kanonie współczesnej kultury, jak wychodzenie z przedziału na czas prowadzenia rozmów telefonicznych. Dzięki temu miałem szansę dowiedzieć się sporo na temat ich życia prywatnego. Po prostu koszmar.

Nastrój uratował mi pokaz fajerwerków WOŚP obejrzany w drodze do metra.

niedziela, 10 stycznia 2010

Pierwszy weekend w Nowym Roku

Weekend, spędzony tradycyjnie poza Warszawą, powoli dobiega końca. Wawa wzywa. Pora wrócić do Wielkiego Miasta. Hip hip hura!!!

PS: mam nadzieję, że w związku z opadami sniegu podróż do Wawy nie zabierze mi 5 godzin. PKP nie jest odporne na zmiany pogodowe...

czwartek, 7 stycznia 2010

Poświąteczny ból głowy

Święta zmieniają naszą perspektywę, optykę postrzegania świata. To czas porządkowania naszych uczuć i emocji rozbabranych w trakcie całorocznej gonitwie. Działają rozluźniająco i rozbrajająco - prawdziwy dewastator motywacji. Teraz zaczynam wierzyć w historie o ludziach, którzy zaraz po Świętach rzucali pracę…

Dzień Świstaka

Kierat się powoli rozkręca. Chociaż dopiero co skończył się stary rok, to moje życie znowu uparcie wraca w stare koleiny. Ten sam schemat dnia. Można zwariować. Praca, angielski, metro, dom. Kolejny Dzień Świstaka za mną. Następne przede mną. I tak do emerytury...

Życie jest piękne! Dzisiaj, by przełamać schemat, wpadam na chwilę do Emiku, łyknąć trochę kultury dla mas. Kupuję książkę i spadam do domu. Jutro znowu jest Dzień Świstaka…

środa, 6 stycznia 2010

Inwazja śniegu

Syberyjskie mrozy zastąpiły syberyjskie opady śniegu. Cała Warszawa od rana stoi w korkach. Całe szczęście, że mieszkam i pracuję nieopodal metra. Thanks God! Kilkunastominutowa senna jazda i wyskakuję w centrum. Na schodach prowadzących do wyjścia z metra ludzie potrącają się w pogoni za darmową gazetą. „Metro” robi prawdziwą furorę. Prawdziwego warszawiaka można poznać po tym, że tak umiejętnie wepcha się w kolejkę, że złapie „Metro” nie tracąc rytmu biegu…

Miasto o 1000 twarzy

Warszawa, Warszawka, Wawa – miasto o wielu nazwach, odmienianych przez wszystkie przypadki w najdalszych nawet zakątkach kraju, synonim lepszego, bogatszego świata. Mekka i Medina wszystkich poszukiwaczy szczęścia i marzycieli. Miasto pożądane przez wielu i znienawidzone przez równie wielu, miasto wypatrywane i znienawidzone zarazem. Eden i Hedes w jednym. Miasto o 1000 twarzy. W Polsce wszystkie drogi prowadzą do Wawy…

wtorek, 5 stycznia 2010

Zamrożona ludzka uprzejmość

Kolejny mroźny dzień w stolicy. Kilometrowa kolejka po kartę miejską ze zdjęciem. Bezproduktywne godziny w pracy. Szyba ucieczka na koniec. Zamiast spaceru na angielski wybieram tramwaj. Zły wybór. Wysiadam z zatłoczonego pojazdu już po 2 przystankach. Złokciowany i zmaltretowany do granic możliwości rzucam się do przejścia na pieszych, torując sobie drogę w tłumie blokującym drogę na niesamowicie wąskim przystanku tramwajowym nieopodal Hali Mirowskiej. Zero ludzkiej uprzejmości. Grzeczność zanika. Czyżby udała się na wakacje w jakieś cieplejsze miejsce? Może wygrzewa się na plaży, na jakiejś karaibskiej wyspie. Tam na pewno ludziom nigdzie się nie spieszy. Pośpiech jest największym i chyba odwiecznym wrogiem grzeczności i uprzejmości. Pośpiech i stres. Najmłodsze dzieci wielkich ludzkich skupisk…

Chłodny oddech warszawskiej komunikacji

Syberyjskie mrozy. Pogoda się zbuntowała w całej Europie. A przecież były prezydent Wuja Sama , George „Geniusz” Bush mówił, że zmiany klimatyczne to wymysł ekologów...
Na szczęście ZTM o nas dba. Pilnuje, byśmy zanadto się nie przegrzali (to przecież szkodzi zdrowiu) i utrzymuje w swoich tramwajach temperaturę zbliżoną do otoczenia (jakieś minus 9). Ogrzewanie trzeba oszczędzać. Pasażerom od nadmiaru luksusów mogłoby się poprzewracać w głowach. Podobną politykę przyjęli panowie z PKP. Pasażerowie powinni się cieszyć, że pociąg lub tramwaj dojeżdżają na miejsce z większym lub mniejszym spóźnieniem. Ogrzewanie jest zbędne. Zawsze można się cieplej ubrać…

Pierwszy dzień w pracy po świątecznym urlopie

Pierwszy dzień w pracy po 11 dniowym rozbracie z korporacyjną rzeczywistością. Na dzień dobry wiadomość, że nasza karta Benefit została skasowana od nowego roku, a za stary rok księgowość pobrała mi 150 zł z konta. Szkoda tylko, że nikt mi wcześniej nie powiedział, że muszę płacić za coś, co w normalnych firmach pracownicy mają za darmo. Luzik. Chyba już się przyzwyczaiłem. Bądź co bądź wszystkie warszawskie firmy rządzą się własnymi prawami. Nie można przecież chcieć od życia zbyt wiele…

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Muzeum Smutku

Wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego nie należy do najbardziej przyjemnych. Mroczne posępne wnętrze jest przesiąknięte smutkiem. Smutkiem za straconym pokoleniem, którego najjaśniejsze punkty, zgasły na barykadach Woli i w kanałach Mokotowa. Smutkiem za miastem, które odeszło i nigdy już nie powróci. Miastem, gdzie dzisiaj pod każdym drapaczem chmur w Centrum kryją się bezimienne groby, tych którym nie było wszystko jedno.
Muzeum Powstania to Muzeum Smutku. Heroizm, oddać życie za Ojczyznę - jakże patetycznie i pusto brzmią te słowa po wizycie w sali Harcerskiej Poczty, gdzie nieznany lektor czyta listy ludzi, którzy zagubili się w ogarniętym wojenną pożogą mieście. Z kilku słów skreślonych na maleńkich jednostronnych karteczkach przebija rozpacza i nadzieja. Że jeszcze nie wszystko stracone. Że uda nam się jeszcze zobaczyć. Choć na chwilę. Choćby tylko po, by raz jeszcze spojrzeć sobie w oczy i zamienić kilka słów. By przekonać się, że ciągle jesteśmy ludźmi...
Do tej pory myślałem, że Muzeum Powstania to Muzeum Klęski Narodowej. Po kilku spędzonych tam chwilach zmieniłem zdanie. Być może Powstanie było bezsensowną rzezią, idiotyczną decyzją dowódców, którzy nie potrafili ostudzić gorących głów powstańczej młodzieży. Może, jak mówił generał Anders, było zbrodnią. To nieważne. Ludziom, którzy potrafili rzucić rękawicę takiej potędze, nie dysponując żadną realną siłą, należy się pomnik. Po ty byśmy nigdy nie zapomnieli, że Polska to coś, co nie zostało nam podane na tacy. Bo nawet teraz, kiedy jesteśmy w NATO i UE, musimy pamiętać, że Polska nie jest dana nam raz na zawsze...

Swiatła Wielkiego Miasta

Światła Wielkiego Miasta kuszą swoim blaskiem. Przyciągają spragnionych bliskości gwiazd wędrowców szukających własnego kawałka na tej planecie. Miasto Światła czaruje i zachwyca tuż po zmroku. Szczególnie w Święta i Nowy Rok, kiedy Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto rozświetlają się setkami lampek, doskonale komponującymi się płatkami śniegu wirującymi w obłędnym tańcu wokół rozlicznych latarni. Warszawa jedyny raz w roku nabiera wtedy ludzkiego wymiaru, tak jakby miasto nieśmiało odchylało ciemną woalkę skrywającą jego prawdziwe ludzkie oblicze. Rozświetlona promieniami dekoracji Warszawa staje się na ten jeden, jedyny moment w roku ciepła i ludzka. Wrażliwa i zmysłowa zarazem. Zupełnie jak zakochana kobieta...