Pora rozpocząć przygotowania do nadejścia Nowego Roku. Życzę sobie (jak i zabłąkanym internautom, którzy przez pomyłkę trafili na tą stronę) w Nowym Roku szczęścia, szczęścia i jeszcze raz szczęścia, w jakiejkolwiek formie lub postaci się zjawi...
Pozdrawiam i do usłyszenia w Nowym (miejmy nadzieję, że lepszym) roku 2010! To już ostatni post w tym roku...
Myśli nieuczesane o życiu w największym polskim mieście,spisane przez ex-mieszkańca Polski "B"
czwartek, 31 grudnia 2009
Warszawskie postanowienia na Nowy Rok
Czas na noworoczne - warszawskie postanowienia!
TOP5
1. Zrezygnuję z podróży koleją na rzecz busów i PKS - szkoda przepłacać za marny standard usług, możliwość przestania 3 godzin w korytarzu oraz spędzenia miłych chwil w otoczeniu ludzi rozmawiających na cały głos w przedziale przez telefon komórkowy na temat swojego życia osobistego...
2. Wyrobię w końcu cholerną kartę miejską - miałem na to cały rok, ale ciągle odkładałem chwilę, kiedy będę mógł spędzić kilkanaście minut w kolejce po swoją wspaniałą spersonalizowaną kartę miejską ze zdjęciem mojej cudownej facjaty...
3. Zacznę częściej odwiedzać szkołę angielskiego (w końcu płacę za nią ciężkie pieniądze) - w ostatnich miesiącach ciągle była mi nie po drodze, w końcu mam do niej aż 2 przystanki...
4. Przeproszę się z siłownią - zanim moja kochana firma w końcu skasuje nam karty Benefit...
5. Wyleczę się z jedzenia u Chińczyka, zanim właściciel otruje mnie swoimi sajgonkami (mimo usilnych prób jeszcze mu się nie udało).
TOP5
1. Zrezygnuję z podróży koleją na rzecz busów i PKS - szkoda przepłacać za marny standard usług, możliwość przestania 3 godzin w korytarzu oraz spędzenia miłych chwil w otoczeniu ludzi rozmawiających na cały głos w przedziale przez telefon komórkowy na temat swojego życia osobistego...
2. Wyrobię w końcu cholerną kartę miejską - miałem na to cały rok, ale ciągle odkładałem chwilę, kiedy będę mógł spędzić kilkanaście minut w kolejce po swoją wspaniałą spersonalizowaną kartę miejską ze zdjęciem mojej cudownej facjaty...
3. Zacznę częściej odwiedzać szkołę angielskiego (w końcu płacę za nią ciężkie pieniądze) - w ostatnich miesiącach ciągle była mi nie po drodze, w końcu mam do niej aż 2 przystanki...
4. Przeproszę się z siłownią - zanim moja kochana firma w końcu skasuje nam karty Benefit...
5. Wyleczę się z jedzenia u Chińczyka, zanim właściciel otruje mnie swoimi sajgonkami (mimo usilnych prób jeszcze mu się nie udało).
Nowy Rok z oddali
Zbliża się Nowy Rok. Stary rok powoli i niechętnie odchodzi do lamusa.
Jaki był 2009 ? To był mój pierwszy cały rok spędzony w Wielkim Mieście. Udało mi się oswoić Wawę. Nadal nie traktuje jej jak domu, ale przyzwyczaiłem się. Przestały mi przeszkadzać odległości, dostosowałem się do życia z prędkością światła oraz cotygodniowych powrotów do Lublina. Przestałem nawet narzekać na PKP. Ciągle wprawdzie dostrzegam wady Warszawy, ale w międzyczasie zacząłem doceniać jej zalety. To miasto, w którym trudno się nudzić.
Co przyniesie 2010? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak będzie to rok przełomu, w którym będę musiał zdecydować w którym kierunku zmierza moje życie...
PS: Sylwestra oczywiście spędzam w Lublinie. Warszawski Plac Konstytucji wraz z imprezą Polsatu to raczej marna zachęta, by zostać w stolicy. Zeszłoroczny Sylwester w Wawie raczej nie należał do udanych...
Jaki był 2009 ? To był mój pierwszy cały rok spędzony w Wielkim Mieście. Udało mi się oswoić Wawę. Nadal nie traktuje jej jak domu, ale przyzwyczaiłem się. Przestały mi przeszkadzać odległości, dostosowałem się do życia z prędkością światła oraz cotygodniowych powrotów do Lublina. Przestałem nawet narzekać na PKP. Ciągle wprawdzie dostrzegam wady Warszawy, ale w międzyczasie zacząłem doceniać jej zalety. To miasto, w którym trudno się nudzić.
Co przyniesie 2010? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak będzie to rok przełomu, w którym będę musiał zdecydować w którym kierunku zmierza moje życie...
PS: Sylwestra oczywiście spędzam w Lublinie. Warszawski Plac Konstytucji wraz z imprezą Polsatu to raczej marna zachęta, by zostać w stolicy. Zeszłoroczny Sylwester w Wawie raczej nie należał do udanych...
piątek, 25 grudnia 2009
Savage garden
Jesteśmy, kim jesteśmy. Jesteśmy, bo nie mamy wyjścia ani wyboru. Nikt nas nie pytał, czy chcemy na taki świat. Jesteśmy i będziemy. Musimy iść dalej, przed siebie. Walczyć, nie poddawać się i walczyć. Jak o powietrze. O ostatni oddech. Tylko dlatego warto żyć. Żyjemy, żeby walczyć. Bo życie w ogrodzie dzikości, jakim jest wielkie miasto, to ciągła niekończąca się walka. Bo w wielkim mieście podstawową filozofię życiową określa reguła "walczę, więc jestem" - trawestacja starej maksymy Cogito ergo sum.
I tak dzień po dniu toczymy walkę z przeciwnościami losu, innym ludźmi, samotnością. Walczymy o pieniądze, pozycję społeczną i partnera. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim gubimy nasze człowieczeństwo. Stajemy się bezdusznymi automatami nastawionymi na zwycięstwo. Sukces rozgrzesza wszystko. Zwycięzców przecież się nie sądzi...
PS: savage garden czyli ogród dzikości, to nazwa jaką wampiry określały świat ludzi.
I tak dzień po dniu toczymy walkę z przeciwnościami losu, innym ludźmi, samotnością. Walczymy o pieniądze, pozycję społeczną i partnera. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim gubimy nasze człowieczeństwo. Stajemy się bezdusznymi automatami nastawionymi na zwycięstwo. Sukces rozgrzesza wszystko. Zwycięzców przecież się nie sądzi...
PS: savage garden czyli ogród dzikości, to nazwa jaką wampiry określały świat ludzi.
Nowy York po polsku
Wawa jest często zwana polskim Nowym Yorkiem. Polskie Big Apple ma wiele wspólnego z amerykańską metropolią. Obydwa miasta przyciągają ludzi z miejsc odległych o setki kilometrów. Obydwa miasta tworzą swoich mieszkańców na nowo. Kształtują ich po swojemu, zupełnie na nową modłę. Zarówno Wawa jak i NYC sprawują absolutną władzę nad swoimi mieszkańcami. Nie ma od nich ucieczki. To miasta decydują o być albo nie być swoich mieszkańców. Są zachłanne i zaborcze. Wyciągają z całego kraju (Wawa) lub z całego świata (NYC) najbardziej przedsiębiorcze i utalentowane jednostki. Kuszą ich blaskiem świateł, blichtrem i obietnicą sukcesu, sławy i Bóg wie czego jeszcze... Jakże często nie dotrzymują słowa...
Ulice obydwu miast usłane są niespełnionymi marzeniami i zawiedzionymi nadziejami. To wspólny mianownik NYC i Wawy!
Ulice obydwu miast usłane są niespełnionymi marzeniami i zawiedzionymi nadziejami. To wspólny mianownik NYC i Wawy!
To Live & Die in Warsaw
Trafiłeś do Warszawy z małego miasta?
Przerabiałem to samo. Na początku to prawdziwy koszmar. Ludzie na ulicach zdają się poruszać 2 razy szybciej niż zwykli śmiertelnicy. Potrącają Cię w podziemnych przejściach, na dworcach i przystankach. Nie znają słowa przepraszam. W metrze i tramwajach nie ustępują miejsca osobom starszym, udając że są zajęci czytaniem książki, gazety lub słuchaniem iPhona. Nie potrafią normalnie jeździć samochodem. W pracy traktują Cię z góry i żądają wszystkiego na wczoraj. Jeżeli pojawia się problem, to zamiast próbować go rozwiązać, zajmują się szukaniem winnego.
Taka właśnie jest Warszawa, najbardziej europejskie miasto w Polsce.
Przynajmniej jedna z niezliczonych twarzy Wawy...
Przerabiałem to samo. Na początku to prawdziwy koszmar. Ludzie na ulicach zdają się poruszać 2 razy szybciej niż zwykli śmiertelnicy. Potrącają Cię w podziemnych przejściach, na dworcach i przystankach. Nie znają słowa przepraszam. W metrze i tramwajach nie ustępują miejsca osobom starszym, udając że są zajęci czytaniem książki, gazety lub słuchaniem iPhona. Nie potrafią normalnie jeździć samochodem. W pracy traktują Cię z góry i żądają wszystkiego na wczoraj. Jeżeli pojawia się problem, to zamiast próbować go rozwiązać, zajmują się szukaniem winnego.
Taka właśnie jest Warszawa, najbardziej europejskie miasto w Polsce.
Przynajmniej jedna z niezliczonych twarzy Wawy...
Pierwsze kroki w Warszawie
Jeżeli nie masz jeszcze 45 lat, to można swobodnie założyć że etap myślenia o przeprowadzce do Wawy masz przed sobą lub za sobą. Na pewno, przynajmniej raz w życiu, o tym myślałeś. Warszawa kusi. Lepszą pracą, większymi możliwościami i kasą. Jeżeli żyjesz na wschód od Wisły, prędzej czy później możesz tam trafisz. Jeżeli jesteś, tak jak, z metropolii lubelskiej (przynajmniej w mniemaniu władców Lublina)trafisz tam prędzej czy później. Możesz się bronić przed tym rękami i nogami, ale nic nie poradzisz. Macki Warszawy sięgają daleko na wschód...
Etykiety:
przeprowadzka do Warszawy,
życie w Wielkim mieście
Pierwszy nieśmiały uśmiech losu
I stało się. Koniec z pisaniem do szuflady lub portali internetowych. Najwyższy czas na chwilę wytchnienia od skrobania nudnych tekstów marketingowych i PR. Chwilowa przerwa w cenzurowanym pisaniu do gazetki korporacyjnej. Czas uwolnić własne myśli.
Do dzieła...
Do dzieła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)