Na szczęście droga powrotna przebiega bez przygód. Wprawdzie nie wiedzieć czemu przez 20 minut stoimy w szczerym polu, gdzieś za Puławami, ale pociąg generalnie przybywa o czasie. Na Dworcu Centralnym tłumek zniechęconych osób czeka na jakiekolwiek połączenie do Gdyni. Pociągi z Wrocławia i Krakowa notują ponad 8 godzinne opóźnienia. PKP - zima 0:3.
Jedyny pech to ludzie na których byłem skazany w przedziale. Dwie kobiety w wieku raczej balzakowskim wracające ze zjazdu na uczelni, o czym nie omieszkały świergotać na cały głos przez bite 3 godziny. Scena zupełnie jak z "Dnia Świra" Koterskiego. Zachwycone nauczycielki - pensjonarki zachwycały się swoją przebiegłością i prezentowały pracowicie przygotowane ściągi, dzięki którym udało im się zdać egzamin. Urocze Panie nie słyszały oczywiście o tak podstawowym kanonie współczesnej kultury, jak wychodzenie z przedziału na czas prowadzenia rozmów telefonicznych. Dzięki temu miałem szansę dowiedzieć się sporo na temat ich życia prywatnego. Po prostu koszmar.
Nastrój uratował mi pokaz fajerwerków WOŚP obejrzany w drodze do metra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz