poniedziałek, 11 stycznia 2010

Najgorszy dzień tygodnia

Poniedziałek oznaczał konieczność przebijania się do pracy przez nieodśnieżone ulice. Pierwszy dzień w pracy, nowe dodatkowe obowiązki za te same stare pieniądze, po prostu rewelka. Żyć, nie umierać...

Wracając do domu siedzę naprzeciwko 3 wyrostków, max. 16-letnich. Po wysłuchaniu ich 20 minutowej konwersacji straciłem wszelkie złudzenia.Skrajny przykład zezwierzęcenia połączony z ilorazem inteligencji na poziomie ziemniaka. Skąd się biorą tacy ludzie? Tak skrajnego przykładu degrengolady nie widziałem od dawien, dawna. Teraz przynajmniej wiem, skąd się biorą na świecie kibole znajdujący sens swojej egzystencji w demolowaniu stadionów i modelowaniu swoich twarzy za pomocą kija bejsbolowego lub płyty chodnikowej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz